" Jon staje w drzwiach salonu i obserwuje ją. Próbuje nie mrugać. Chciał ją poprosić o coś na urodziny, jutro skończy dziewięć lat. Teraz dochodzi do wniosku, że to może poczekać, ona śpi. Książka na kolanach. Przywykł widzieć ją taką. Książka, ostre światło ze stojącej lampy. Zazwyczaj trzyma zapalonego papierosa..." s. 22
"Wywiad dobiegł końca, puszczają piosenkę, a ona wie, że grupa jest popularna, wie, że zna jej nazwę, ale akurat teraz nie potrafi jej sobie przypomnieć. Czuje głód dobrej książki, porządnie opasłej, z rodzaju tych, które sprawiają wrażenie ciekawszych i prawdziwszych niż samo życie. Zasługuję, myśli, po ciężkim dniu pracy i w ogóle." s.23-24
"Kładzie się na łóżku i zamyka oczy. Myśli o tym, że gdy o niczym nie myśli, to w głowie musi być całkiem ciemno; jak w olbrzymim pokoju, w którym zgaszono światło. " s.24
"Przygląda się mu. Rysy twarzy stają się nagle wyraźniejsze, linie zdają się być czystsze. Wyraża sobą zadumę, myśli. Coś klasycznego. Wyzwala w niej pozytywne obrazy: zima, są na bezkresnej plaży, sami, ona biega z wolna wzdłuż linii wody, a on na nią patrzy, widzi całe jej wnętrze, jest mądry i dobry." s. 51
"Patrzy na nią, słucha. Uśmiecha się do niej, gdy ona przestaje mówić. Ma ochotę dotknąć czubkami palców kiełkującego zarostu, przesunąć dłonie po jego twarzy, jak po okładce książki.
- Poza tym lubię czytać, to mój sposób podróżowania - mówi Vibeke." s. 57
"Mężczyzna kuca i otwiera niską lodówkę, umieszczoną pod piecykiem gazowym, wyciąga jajka, chleb, bekon i masło. Tu w środku, myśli Vibeke, sprawia wrażenie mniejszego, chudszego, gdy on sięga po patelnię, stojącą na górnej szafce, wyobraża go sobie zwiniętego w kłębek w drugim rogu kanapy z książką, ciszę, czułość, odczuwaną wobec niego." s.62
"Miłość" Hanne Orstavik; wydawnictwo Smak Słowa; Seria z przyprawami; rok wydania 2009; stron: 119
niedziela, 28 listopada 2010
niedziela, 14 listopada 2010
Zielone drzwi - Katarzyna Grochola
"W owym czasie w Dolinie Roztoki grasował sobie niedźwiadek, nierozsądni turyści byli zachwyceni, on podchodził czasem aż do rozstawionych przed schroniskiem stołów i potrafił porządnie wystraszyć ludzi i zrobić kipisz w plecakach. Pewnego dnia Słowak, który przemieszkiwał w schronisku, narobił strasznego alarmu.
Przybiegł przerażony do kuchni, krzycząc:
- Miś, miś!.
Zapanowało poruszenie, bo jednak niedźwiedź w samym schronisku nie był zjawiskiem częstym, a mógł być śmiertelnie niebezpieczny. Po krótkim wahaniu gospodarz schroniska uzbroił się i zawołał na pomoc kolegów. Słowak zaprowadził ich do swojego pokoju, na stole walały się resztki jedzenia. Po niedźwiedziu ani śladu. Tym gorzej. Zaczęli Słowaka wypytywać, jaki to miś, czy duży, brunatny, czy na czworaka, czy może na dwóch, stary, młody? A Słowak się zdenerwował:
- Miś, miś, mała szara miś w jedzeniu!" s. 130
"Anka, tam w górach była prezentem od Losu. Do dzisiaj mam wrażenie, że bez przerwy otrzymuję od niego prezenty. Czasem ich sens widzę dopiero po jakimś czasie, szczególnie jeśli ktoś lub coś odchodzi i w pierwszym momencie wydaje mi się, że świat oszalał, że to niemożliwe, zbyt bolesne, niesprawiedliwe. Potem okazuje się, że otwierają się jakieś nowe, nieprawdopodobne przestrzenie, niezwykłe możliwości, że to, co uważałam za stratę jest darem, to co było smutkiem, zamienia się w radość, to wszystko są prezenty od Przeznaczenia." s.132
"Z miłości? Nie mogłam uwierzyć, że czterdziestopięcioletnia kobieta może chcieć nie żyć z miłości. Miłość była zarezerwowana dla ludzi młodych. Ale truć się tylko dlatego, że jej mąż miał romans?" s. 174
"Byłam zmęczona świadomością, że życie nie jest wcale bezpieczne, że nieuchronnie prowadzi do śmierci. [...] Jak mogłam nawet przez chwilę myśleć, że to wszystko, co się tutaj dzieje, jest bez sensu? Właśnie tak powinno być na świecie - nieść ulgę tym, którzy tego potrzebują, to przesłanie każdego człowieka!" s. 192
"Młodość ma swoje prawa, ale musi mieć rozum." s. 196
"Jednak miała szczęście. To była jedna z wielu dobrych lekcji, których udzielił mi wszechświat. Niekiedy mam wrażenie, że niektórych w odpowiednim czasie nie odrobiłam i dlatego powtarzają się w nieskończoność." s. 201
"Obiecałam sobie nigdy, ale to nigdy nie oceniać ludzi. Bo nigdy nie wiemy, co się kryje pod pozorami ludzkich motywacji i zachowań. Nie wiemy po prostu nic o drugim człowieku..." s. 215
"Zakochałam się. Zakochałam się potwornie, absolutnie, bezwzględnie, bezrozumnie, na zawsze. Zakochałam się w mężczyźnie, który nie był moim mężem. Zakochała się nie zważając na nic. Zakochałam się, wierząc, że musieliśmy się spotkać i że jesteśmy sobie przeznaczeni. Właściwie zakochałam się po raz pierwszy w życiu." s. 223
"... wyciągnęłam książkę Jampolsky`ego Leczenie uzależnionego umysłu i przeniosłam się w inny świat. I byłam pod wrażeniem - Jampolsky pisał, że człowiek ma do wyboru albo lęk, albo miłość; że w każdy momencie naszego życia - przy wszystkim: gdy kupujemy ziemniaki, wychowujemy dziecko, w relacji z narzeczonym, mężem, siostrą, sąsiadką - wybieramy między miłością a lękiem. Jeżeli startujemy z pozycji miłości, to mamy szanse wyjść obronną ręką, natomiast jeżeli traktujemy życie z lękiem - wtedy jesteśmy straceni." s.300
Katarzyna Grochola "Zielone drzwi"; wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2010; stron: 407
Fajne cytaty znalazłam na blogu EMILKA_EEE http://emilia-eee.blogspot.com/2010/06/zielone-drzwi-katarzyna-grochola.html
Przybiegł przerażony do kuchni, krzycząc:
- Miś, miś!.
Zapanowało poruszenie, bo jednak niedźwiedź w samym schronisku nie był zjawiskiem częstym, a mógł być śmiertelnie niebezpieczny. Po krótkim wahaniu gospodarz schroniska uzbroił się i zawołał na pomoc kolegów. Słowak zaprowadził ich do swojego pokoju, na stole walały się resztki jedzenia. Po niedźwiedziu ani śladu. Tym gorzej. Zaczęli Słowaka wypytywać, jaki to miś, czy duży, brunatny, czy na czworaka, czy może na dwóch, stary, młody? A Słowak się zdenerwował:
- Miś, miś, mała szara miś w jedzeniu!" s. 130
"Anka, tam w górach była prezentem od Losu. Do dzisiaj mam wrażenie, że bez przerwy otrzymuję od niego prezenty. Czasem ich sens widzę dopiero po jakimś czasie, szczególnie jeśli ktoś lub coś odchodzi i w pierwszym momencie wydaje mi się, że świat oszalał, że to niemożliwe, zbyt bolesne, niesprawiedliwe. Potem okazuje się, że otwierają się jakieś nowe, nieprawdopodobne przestrzenie, niezwykłe możliwości, że to, co uważałam za stratę jest darem, to co było smutkiem, zamienia się w radość, to wszystko są prezenty od Przeznaczenia." s.132
"Z miłości? Nie mogłam uwierzyć, że czterdziestopięcioletnia kobieta może chcieć nie żyć z miłości. Miłość była zarezerwowana dla ludzi młodych. Ale truć się tylko dlatego, że jej mąż miał romans?" s. 174
"Byłam zmęczona świadomością, że życie nie jest wcale bezpieczne, że nieuchronnie prowadzi do śmierci. [...] Jak mogłam nawet przez chwilę myśleć, że to wszystko, co się tutaj dzieje, jest bez sensu? Właśnie tak powinno być na świecie - nieść ulgę tym, którzy tego potrzebują, to przesłanie każdego człowieka!" s. 192
"Młodość ma swoje prawa, ale musi mieć rozum." s. 196
"Jednak miała szczęście. To była jedna z wielu dobrych lekcji, których udzielił mi wszechświat. Niekiedy mam wrażenie, że niektórych w odpowiednim czasie nie odrobiłam i dlatego powtarzają się w nieskończoność." s. 201
"Obiecałam sobie nigdy, ale to nigdy nie oceniać ludzi. Bo nigdy nie wiemy, co się kryje pod pozorami ludzkich motywacji i zachowań. Nie wiemy po prostu nic o drugim człowieku..." s. 215
"Zakochałam się. Zakochałam się potwornie, absolutnie, bezwzględnie, bezrozumnie, na zawsze. Zakochałam się w mężczyźnie, który nie był moim mężem. Zakochała się nie zważając na nic. Zakochałam się, wierząc, że musieliśmy się spotkać i że jesteśmy sobie przeznaczeni. Właściwie zakochałam się po raz pierwszy w życiu." s. 223
"... wyciągnęłam książkę Jampolsky`ego Leczenie uzależnionego umysłu i przeniosłam się w inny świat. I byłam pod wrażeniem - Jampolsky pisał, że człowiek ma do wyboru albo lęk, albo miłość; że w każdy momencie naszego życia - przy wszystkim: gdy kupujemy ziemniaki, wychowujemy dziecko, w relacji z narzeczonym, mężem, siostrą, sąsiadką - wybieramy między miłością a lękiem. Jeżeli startujemy z pozycji miłości, to mamy szanse wyjść obronną ręką, natomiast jeżeli traktujemy życie z lękiem - wtedy jesteśmy straceni." s.300
Katarzyna Grochola "Zielone drzwi"; wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2010; stron: 407
Fajne cytaty znalazłam na blogu EMILKA_EEE http://emilia-eee.blogspot.com/2010/06/zielone-drzwi-katarzyna-grochola.html
wtorek, 9 listopada 2010
Dobranoc, słonko - Heidi Hassenmüller
"Miała wrażenie, że wiruje na łóżku jak bąk. Jak kolorowy bączek, pomalowany w czerwone, żółte i zielone koła, które w szalonym pędzie zlewały się ze sobą. Po wojnie miała taką zabawkę. [...] Teraz ona była takim bąkiem. Wirowała, tańczyła na swoim szpicu, a czerwone, żółte i zielone obręcze zacieśniały się wokół niej, coraz bardziej i bardziej, oplatając ją kokonem.
Tatko zgasił światło.
- Dobranoc, słonko." s.62
"Dobranoc, słonko" Heidi Hassenmüller; wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2004; stron: 122
Tatko zgasił światło.
- Dobranoc, słonko." s.62
"Dobranoc, słonko" Heidi Hassenmüller; wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2004; stron: 122
czwartek, 4 listopada 2010
Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość - Halina Birenbaum
"W późniejszych latach niejednokrotnie nawiedzała mnie zmora bezradności i rozpaczy wobec męki moich najbliższych, a uczucie to bywało zwykle stokroć gorsze od własnego cierpienia. [...] Ludzie, jak się okazało, potrafią żyć nawet w warunkach nieludzkich. Przystosowują się, radzą sobie i, jak mogą, walczą o egzystencję, ufni, że jutro będzie lepsze. Pomagała nam wiara w niedaleką i ostateczną klęskę faszyzmu." s.17
"- Nie bój się - szeptała mi do ucha - każdy człowiek musi kiedyś umrzeć, umiera się tylko jeden raz... A my umrzemy wszyscy razem, nie bój się, to nie będzie takie straszne...
Nie, nie bałam się. Po prostu nie wierzyła. Nie rozumiałam, co znaczy śmierć. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, że nas kiedykolwiek nie będzie na świecie, że przestaniemy żyć. Nie pojmowałam tego.
Czekałam co nastąpi, z nadzieją, z wiarą w życie i ... z ciekawością. Ogarnął mnie jakiś dziwny, niemalże świąteczny nastrój; ta chwila wydawała mi się niezwykle podniosła i bardzo ważna, ale nie dlatego, że miała poprzedzać śmierć..." s.36
"Mama wiedziała swoje: trzeba walczyć do ostatka, nie dać się wepchnąć do wagonów! Tam jeszcze zdążymy - mówiła stanowczo - tam zawsze zdążymy..." s.37
"- Ja bardzo, bardzo chcę żyć i doczekać klęski naszych katów, dlatego robię i będę zawsze robić wszystko co w mojej mocy, abyśmy przetrwali, abyśmy uniknęli ich szponów! Ale jeśli nie uda nam się to, wtedy trudno. Umiera się tylko raz i chociaż będzie mi życia szkoda, nie boję się śmierci!" s. 45
"Bywało, że pracowałyśmy na polach o krok od chat wiejskich - tylko posterunki uzbrojonych esesmanów dzieliły nas od wolności. Patrzyłam wtedy z zawiścią i tęsknotą, jak po tamtej stronie kręcą się swobodnie dzieci koło chłopskich zagród, jak kury grzebią w ziemi, jak krzątają się ludzie... Nie mogłam pojąć, że jeszcze istnieje ten inny świat, w którym wolno się poruszać na nie ogrodzonej drutami kolczastymi przestrzeni i w którym dzieci się bawią! Ale jednocześnie odżywała we mnie wiara, że i my będziemy kiedyś ludźmi. [...] Tu, na otwartych polach, w pobliżu ludzkich domostw łatwiej było mieć nadzieję. Trzeba tylko skupić wszystkie siły, żeby wytrwać - myślałam... Ale skąd je brać, te siły? Było ich coraz mniej, a cierpień coraz więcej." s. 107, 108
"Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość" Halina Birenbaum; wydawnictwo: Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau; 2009
"- Nie bój się - szeptała mi do ucha - każdy człowiek musi kiedyś umrzeć, umiera się tylko jeden raz... A my umrzemy wszyscy razem, nie bój się, to nie będzie takie straszne...
Nie, nie bałam się. Po prostu nie wierzyła. Nie rozumiałam, co znaczy śmierć. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, że nas kiedykolwiek nie będzie na świecie, że przestaniemy żyć. Nie pojmowałam tego.
Czekałam co nastąpi, z nadzieją, z wiarą w życie i ... z ciekawością. Ogarnął mnie jakiś dziwny, niemalże świąteczny nastrój; ta chwila wydawała mi się niezwykle podniosła i bardzo ważna, ale nie dlatego, że miała poprzedzać śmierć..." s.36
"Mama wiedziała swoje: trzeba walczyć do ostatka, nie dać się wepchnąć do wagonów! Tam jeszcze zdążymy - mówiła stanowczo - tam zawsze zdążymy..." s.37
"- Ja bardzo, bardzo chcę żyć i doczekać klęski naszych katów, dlatego robię i będę zawsze robić wszystko co w mojej mocy, abyśmy przetrwali, abyśmy uniknęli ich szponów! Ale jeśli nie uda nam się to, wtedy trudno. Umiera się tylko raz i chociaż będzie mi życia szkoda, nie boję się śmierci!" s. 45
"Bywało, że pracowałyśmy na polach o krok od chat wiejskich - tylko posterunki uzbrojonych esesmanów dzieliły nas od wolności. Patrzyłam wtedy z zawiścią i tęsknotą, jak po tamtej stronie kręcą się swobodnie dzieci koło chłopskich zagród, jak kury grzebią w ziemi, jak krzątają się ludzie... Nie mogłam pojąć, że jeszcze istnieje ten inny świat, w którym wolno się poruszać na nie ogrodzonej drutami kolczastymi przestrzeni i w którym dzieci się bawią! Ale jednocześnie odżywała we mnie wiara, że i my będziemy kiedyś ludźmi. [...] Tu, na otwartych polach, w pobliżu ludzkich domostw łatwiej było mieć nadzieję. Trzeba tylko skupić wszystkie siły, żeby wytrwać - myślałam... Ale skąd je brać, te siły? Było ich coraz mniej, a cierpień coraz więcej." s. 107, 108
"Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość" Halina Birenbaum; wydawnictwo: Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau; 2009
środa, 3 listopada 2010
Podumowanie ankiety
Podsumowanie ankiety z miesiąca października.
W ankiecie udział wzięły aż 4 osoby.75% z głosujących chciałoby przeczytać Uroczysko - Magdaleny Kordel
25% Skafander i motyl - Jean Dominique Bauby
Dziękuję za udział i zapraszam ponownie.
niedziela, 31 października 2010
Superbaba - Hera Lind
"Nachylił się do mnie, co nie było takie proste, bowiem między nami stał stół z kieliszkami, i - podchmielony - wziął w łapska moją twarz, całą w pąsach.
- Franzisko - rzekł.
- Enno - odpowiedziałam.
No bo co innego mogłam powiedzieć?
Całowaliśmy się: najpierw ostrożnie, ale potem ogarnęła mnie dawno już zapomniana namiętność, która i jemu się udzieliła. I tak podsycaliśmy nawzajem tę naszą namiętność, aż do końca. W mojej głowie szumiało tysiąc butelek czerwonego wina, oczy przeobraziły się w symbole dolarowe, ręce czuły jego włosy i brodę, moje usta smakowały ciepłe, miękkie i pachnące szampanem wargi Enno. Było mi wspaniale." s.54
"Na początku małżeństwa z Wilhelmem bardzo często czułam się samotna, opuszczona i przytłoczona obowiązkami. Jego często skrycie przeklinałam tego niewydarzonego tatusia i przysięgałam sobie, że zostawię go samego z dziećmi w piaskownicy lub na gimnastyce dla dzieci i rodziców. Irytowały mnie też sceny, w których brali dzieci na barana i pruli na spacer. Aż mi się wierzyć nie chciało, że tata może wytrzeć dziecku nos. Ale jeszcze większe wrażenie robiły na mnie sceny, gdy ojcowie długo rozmawiali ze swoimi dziećmi. Mój mąż nigdy tego nie robił." s.98
"Siedzieliśmy naprzeciw siebie, dłonie nasze były splecione, miedzy nami biały biurowy stół z tym okropnym manuskryptem. Nie spuszczaliśmy z siebie oczu.
Chciałam być blisko tego mężczyzny, czuć jego bliskość, wyraźnie i mocno. Całowałam go spojrzeniami, patrzyłam na niego czule, promieniałam, ponieważ nagle poczuła się szczęśliwa." s. 127
"Ja SAMA decyduję o SOBIE.
Nie chcę się znowu stać piłeczką w grach, jakie staczają ze sobą próżni mężczyźni.
Musiałam osiągnąć wiek trzydziestu czterech lat, by zdobyć wolność! Teraz pozostanę wolna.
Ślubuję to sobie.
Że też wcześniej nie wpadłam na ten pomysł!" s.137
"- Rzeczywiście - przytaknęłam, a Enno rzucił mimochodem uwagę, że życie ma tę paskudną cechę, że przemija." s.141
"Po raz pierwszy w życiu przeżywałam coś, co dla mężczyzn jest oczywiste. Oni angażują kobietę, by ta zajęła się ich dziećmi, prasowała ich bieliznę, odbierała telefony do nich, gotowała im i oszczędzała wszystkich niemiłych, uciążliwych, nudnych, codziennych prac w gospodarstwie domowym.
Mężczyźni najpierw znajdują sobie odpowiednią kobietę. Umowa, którą z nią zawierają, jest wprawdzie umową o pracę, ale towarzyszą jej kwiaty, biała suknia i uroczysta ceremonia, by rozpoczęcie pracy przebiegało gładko i bez konfliktów. I było łatwiejsze do strawienia.
Jest to odwieczny rytuał, ale ludzie wciąż się go trzymają. I to nad wyraz chętnie.
Podpis, składany w obecności świadków przed osobą reprezentującą urząd państwowy, jest nawet ważniejszy niż podpis składany pod umową o pracę. Rozwiązanie takiej umowy jest niezwykle czasochłonne, kosztowne i stresujące. Dobrze o tym wiedzą osoby, których to dotyczy. Niemniej jednak patrzą na świat przez różowe okulary i powtarzają ten sam stary błąd." s. 210
"A potem całowaliśmy się, to znaczy nasze wargi dotykały się, rozkoszowaliśmy się wzajemną bliskością, tym, że wolno nam dotykać się nawzajem, że wolno nam mieć czas.
Gdzie bowiem napisano, że trzeba natychmiast rzucić się na siebie, skoro wyjaśniona jest kwestia, czy wolno nam dokonać takiego wyboru, czy jest to możliwe i czy obie strony tego chcą? Czuliśmy swoje oddechy. Teraz już wiedziałam, co to znaczy pragnąć kogoś. To tak, jak pić powoli, gdy ma się pragnienie. s.128
"Trzymając się za ręce, ruszyliśmy przed siebie. Przed nami łąki. Droga prowadziła nas po górę. Milczeliśmy oboje. Droga robiła się coraz bardziej wąska, tak, że miejscami szliśmy gęsiego. Ja przodem. Czułam jego wzrok na sobie. Słyszałam jego oddech. Oboje wiedzieliśmy, że spotkaliśmy się we właściwym czasie. Po długim okresie samotności... co ja mówię - po wieloletnim okresie samotności, po poszukiwaniach najlepszych rozwiązań i szukaniu odpowiedzi na pytanie o sens życia.
Nadeszła pora na samo życie, na życie w czystej formie.
Przed nami drewniany płot.
Czyżby koniec drogi?
Droga kończy się tylko wtedy, gdy my tego chcemy. Gdy się chce iść dalej, należy otworzyć furtkę. s.293
"Superbaba" Hera Lind; wydawnictwo: CIBET; 1997; stron: 475
- Franzisko - rzekł.
- Enno - odpowiedziałam.
No bo co innego mogłam powiedzieć?
Całowaliśmy się: najpierw ostrożnie, ale potem ogarnęła mnie dawno już zapomniana namiętność, która i jemu się udzieliła. I tak podsycaliśmy nawzajem tę naszą namiętność, aż do końca. W mojej głowie szumiało tysiąc butelek czerwonego wina, oczy przeobraziły się w symbole dolarowe, ręce czuły jego włosy i brodę, moje usta smakowały ciepłe, miękkie i pachnące szampanem wargi Enno. Było mi wspaniale." s.54
"Na początku małżeństwa z Wilhelmem bardzo często czułam się samotna, opuszczona i przytłoczona obowiązkami. Jego często skrycie przeklinałam tego niewydarzonego tatusia i przysięgałam sobie, że zostawię go samego z dziećmi w piaskownicy lub na gimnastyce dla dzieci i rodziców. Irytowały mnie też sceny, w których brali dzieci na barana i pruli na spacer. Aż mi się wierzyć nie chciało, że tata może wytrzeć dziecku nos. Ale jeszcze większe wrażenie robiły na mnie sceny, gdy ojcowie długo rozmawiali ze swoimi dziećmi. Mój mąż nigdy tego nie robił." s.98
"Siedzieliśmy naprzeciw siebie, dłonie nasze były splecione, miedzy nami biały biurowy stół z tym okropnym manuskryptem. Nie spuszczaliśmy z siebie oczu.
Chciałam być blisko tego mężczyzny, czuć jego bliskość, wyraźnie i mocno. Całowałam go spojrzeniami, patrzyłam na niego czule, promieniałam, ponieważ nagle poczuła się szczęśliwa." s. 127
"Ja SAMA decyduję o SOBIE.
Nie chcę się znowu stać piłeczką w grach, jakie staczają ze sobą próżni mężczyźni.
Musiałam osiągnąć wiek trzydziestu czterech lat, by zdobyć wolność! Teraz pozostanę wolna.
Ślubuję to sobie.
Że też wcześniej nie wpadłam na ten pomysł!" s.137
"- Rzeczywiście - przytaknęłam, a Enno rzucił mimochodem uwagę, że życie ma tę paskudną cechę, że przemija." s.141
"Po raz pierwszy w życiu przeżywałam coś, co dla mężczyzn jest oczywiste. Oni angażują kobietę, by ta zajęła się ich dziećmi, prasowała ich bieliznę, odbierała telefony do nich, gotowała im i oszczędzała wszystkich niemiłych, uciążliwych, nudnych, codziennych prac w gospodarstwie domowym.
Mężczyźni najpierw znajdują sobie odpowiednią kobietę. Umowa, którą z nią zawierają, jest wprawdzie umową o pracę, ale towarzyszą jej kwiaty, biała suknia i uroczysta ceremonia, by rozpoczęcie pracy przebiegało gładko i bez konfliktów. I było łatwiejsze do strawienia.
Jest to odwieczny rytuał, ale ludzie wciąż się go trzymają. I to nad wyraz chętnie.
Podpis, składany w obecności świadków przed osobą reprezentującą urząd państwowy, jest nawet ważniejszy niż podpis składany pod umową o pracę. Rozwiązanie takiej umowy jest niezwykle czasochłonne, kosztowne i stresujące. Dobrze o tym wiedzą osoby, których to dotyczy. Niemniej jednak patrzą na świat przez różowe okulary i powtarzają ten sam stary błąd." s. 210
"A potem całowaliśmy się, to znaczy nasze wargi dotykały się, rozkoszowaliśmy się wzajemną bliskością, tym, że wolno nam dotykać się nawzajem, że wolno nam mieć czas.
Gdzie bowiem napisano, że trzeba natychmiast rzucić się na siebie, skoro wyjaśniona jest kwestia, czy wolno nam dokonać takiego wyboru, czy jest to możliwe i czy obie strony tego chcą? Czuliśmy swoje oddechy. Teraz już wiedziałam, co to znaczy pragnąć kogoś. To tak, jak pić powoli, gdy ma się pragnienie. s.128
"Trzymając się za ręce, ruszyliśmy przed siebie. Przed nami łąki. Droga prowadziła nas po górę. Milczeliśmy oboje. Droga robiła się coraz bardziej wąska, tak, że miejscami szliśmy gęsiego. Ja przodem. Czułam jego wzrok na sobie. Słyszałam jego oddech. Oboje wiedzieliśmy, że spotkaliśmy się we właściwym czasie. Po długim okresie samotności... co ja mówię - po wieloletnim okresie samotności, po poszukiwaniach najlepszych rozwiązań i szukaniu odpowiedzi na pytanie o sens życia.
Nadeszła pora na samo życie, na życie w czystej formie.
Przed nami drewniany płot.
Czyżby koniec drogi?
Droga kończy się tylko wtedy, gdy my tego chcemy. Gdy się chce iść dalej, należy otworzyć furtkę. s.293
"Superbaba" Hera Lind; wydawnictwo: CIBET; 1997; stron: 475
Etykiety:
Bardzo dobra,
kolejkowo,
Lind,
małżeństwo,
miłość,
życie
piątek, 22 października 2010
Liana pragnień - Chitra Banerjee Divakaruni
"- Co przez to rozumiesz? Jak to musisz wynagrodzić Sudzie, że tyle poświęciła, żeby tu do Ciebie przyjechać?
Andżu nie odpowiada. Wie, że on wie, co miała na myśli. Ale zawsze kiedy chodzi o Sudę, Sunil woli udawać tępego, chce ją zmusić do wyjaśnień, do wyciągnięcia z wnętrza nagich emocji, żeby wyglądały na sentymentalne albo przesądne, albo po prostu głupie." s.32
"Czasami możemy znieść nasze życie tylko dzięki temu, że nie wiemy, co nas czeka." s.42
"Bo ludzi poznaje się najlepiej przez ich lęki - te, które pokonują, i te, które pokonują ich" s. 69
"A ja... gdybym miała wymienić wszystko, czego się obawiam, trwałoby to wieki. Więc napisze tylko o jednym - to miłość. Miłość, która pozwala pokosztować siebie i sprawia, że chciwie chcesz więcej. Trzymasz ją w uzależnionych rękach, przerażony jej kruchością. Każe ci nieprzerwanie kłamać. Zabiłbyś każdego - nawet siebie - byle się nie rozpadła. A potem i tak się rozpada. " s.69
"Każde życie otacza magiczny krąg, którego nie wolno przekraczać. Po drugiej stronie nakreślonej linii czeka chaos." s.85
"Ale miłość to szyfr, nakreślony w pyle. Odwracasz się, wieje wiatr, wzór się zmienia, a kiedy spoglądasz raz jeszcze, odkrywasz, że napis mówi co innego." s.98
"To jakby się budzić, a może raczej jak wejść w niezbyt przyjemny, powtarzający się sen, w życie, które okazało się tak odmienne od tego, na które miała nadzieję" s.127
"Ach, ale miłość, tak jak lody, może mieć wiele smaków.
Oto współczesny koan, autorstwa szczerze ci oddanego: czy możesz oddzielić czekoladę od mleka w lodach czekoladowych? Mleko oznacza miłość (albo chęć posiadania, pożądanie, rozkosz). Czekolada to nienawiść (czyli ciężar, poczucie winy, bezradna wściekłość). s. 184
cdn.
"Liana pragnień" Chitra Banerjee Divikaruni; wydawnictwo: Zysk i spółka, seria Kameleon, rok wydania 2003
Andżu nie odpowiada. Wie, że on wie, co miała na myśli. Ale zawsze kiedy chodzi o Sudę, Sunil woli udawać tępego, chce ją zmusić do wyjaśnień, do wyciągnięcia z wnętrza nagich emocji, żeby wyglądały na sentymentalne albo przesądne, albo po prostu głupie." s.32
"Czasami możemy znieść nasze życie tylko dzięki temu, że nie wiemy, co nas czeka." s.42
"Bo ludzi poznaje się najlepiej przez ich lęki - te, które pokonują, i te, które pokonują ich" s. 69
"A ja... gdybym miała wymienić wszystko, czego się obawiam, trwałoby to wieki. Więc napisze tylko o jednym - to miłość. Miłość, która pozwala pokosztować siebie i sprawia, że chciwie chcesz więcej. Trzymasz ją w uzależnionych rękach, przerażony jej kruchością. Każe ci nieprzerwanie kłamać. Zabiłbyś każdego - nawet siebie - byle się nie rozpadła. A potem i tak się rozpada. " s.69
"Każde życie otacza magiczny krąg, którego nie wolno przekraczać. Po drugiej stronie nakreślonej linii czeka chaos." s.85
"Ale miłość to szyfr, nakreślony w pyle. Odwracasz się, wieje wiatr, wzór się zmienia, a kiedy spoglądasz raz jeszcze, odkrywasz, że napis mówi co innego." s.98
"To jakby się budzić, a może raczej jak wejść w niezbyt przyjemny, powtarzający się sen, w życie, które okazało się tak odmienne od tego, na które miała nadzieję" s.127
"Ach, ale miłość, tak jak lody, może mieć wiele smaków.
Oto współczesny koan, autorstwa szczerze ci oddanego: czy możesz oddzielić czekoladę od mleka w lodach czekoladowych? Mleko oznacza miłość (albo chęć posiadania, pożądanie, rozkosz). Czekolada to nienawiść (czyli ciężar, poczucie winy, bezradna wściekłość). s. 184
cdn.
"Liana pragnień" Chitra Banerjee Divikaruni; wydawnictwo: Zysk i spółka, seria Kameleon, rok wydania 2003
Subskrybuj:
Posty (Atom)





