poniedziałek, 13 września 2010

Cudze życie - Frederique Deghelt


"Najtrudniej mi jednak było odnaleźć się u boku mężczyzny, którego ojcowska powinność zdławiła rolę kochanka. Cóż z tego, że patrzyłam na Pabla jak na adoratora, oczami kobiety, która dopiero go poznała - życie z dziećmi zmuszało mnie do postrzegania go w konfiguracji, jaką rzadko zdarza się ujrzeć tak szybko. Wyobrażałam sobie, bo nigdy nie zaszłam tak daleko, że wybierając na ojca swoich dzieci człowieka, którego - jak sądzimy - kochamy bardziej niż innych, szukamy w nim cech idealnego wodza plemienia." s. 47

"Każda moja przygoda miłosna przebiegała zgodnie z tym samym schematem - miłość od pierwszego wejrzenia, namiętność, chemia ciał i nic więcej. Albo powolna agonia, która niezmiennie pchała mnie w objęcia nowego kochanka. Nie sądzę, żebym była uwodzicielką. Chciałabym w końcu w coś uwierzyć. Może jestem zbyt wymagająca? A przecież babcia zawsze mnie uprzedzała: "Przekonasz się, małżeństwo to związek złoczyńców. Po czterdziestu pięciu latach wciąż nie wiadomo, które z dwojga bardziej kocha, które mocniej cierpi, które zadawala się, tym co ma ..." Pablo odwrócił się do mnie, wzdychając, a jego dłoń otarła się o mój brzuch. Jedyne, co tak żywo wpisało się w moje myśli, to swoista idea "prawdziwej miłości". To jakby kod chroniący moje życie, który świadomie stworzyłam - nie ma mowy o płodzeniu dzieci z partnerem, z którym łączy mnie tylko namiętność." s. 54

"Prawdę mówiąc, łatwo nie mieć wspomnień. Dzięki temu stałam się bardziej pogodna. Z moich obserwacji innych par wynikało, że od początku każda z dwóch osób zapamiętuje rozgoryczenia i żale. Doświadczyłam już tych złych dni, kiedy patrzy się na partnera bez miłości, przez pryzmat drobnych, ale nagromadzonych ran, które w końcu zamieniają się w rozległe blizny. Mówi się, że co nas nie zabije, to nas umocni. Powinno się jednak dodać, że to, co podminowuje nas na co dzień, w końcu nas zabija!"  s.57

"Wiedziałam, że czasami warto zrozumieć przeszłość, żeby z pogodą ducha przeżywać teraźniejszość i patrzeć w przyszłość, ale ja też nie miałam już pewności, czy chcę odkrywać elementy przeszłości, która była dla mnie znacznie bardziej tajemnicza niż dla Pabla" s. 98

"W teatrze nie można udawać. publiczność nam wierzy, bo aktorzy są autentyczni. To, co się dzieje między dwiema postaciami, nie jest rzeczywistością ale prawdą. Milczenie między dźwiękami pozwala usłyszeć myśli. To powód, dla którego w życiu codziennym boimy się ciszy i stale czymś ją wypełniamy. Cień to pamięć" s.105

"Myślałam o miłości w kategoriach rozkoszy. Nie przejawiałam żądzy zemsty ani skłonności do nadrabiania braków jednego mężczyzny czymś nowym, co mógłby dać inny. [...] - Potrzebuję wolności. Nigdy nie wypełniam pustki, po prostu mnożę szczęście. [...] Istota rozkoszy we dwoje, ale bez narzucania wyłączności, nie jest łatwa do zaakceptowania przez kobietę. [...] we wspomnieniu mej woli życia i kochania nie odnajdywałam planu szczęśliwego życia z jednym jedynym. Zapewne myślałam wtedy, iż miłość może istnieć wyłącznie między dwiema istotami, które są do siebie podobne i mają wspólny punkt widzenia na delikatne problemy związku. ta jednomyślność wydawała mi się konieczna, aby żaden z partnerów nie zadawał drugiemu bólu." s.132-133

"[...] - w każdym wieku, bez względu na głupie konwenanse środowiskowe czy moralne, mamy prawo do szczęścia, jeśli popełniliśmy błąd. Ta sama nadzieja jest pożywką małżeństwa. Trzeba dać sobie szansę na szczęście" s. 141

"Z czego są utkane moje marzenia? Idea polega na tym, by zawsze myśleć o marzeniach i dostosowywać je do życia. Wiedzieć, co się przegrało, a co jeszcze trwa. Czego już nie dajemy i dlaczego. Wiem jedno i tylko jedno, i sądzę, że zawsze będę przy tym trwała: nie chcę żyć miłością, która jest martwa. Nie chcę żyć zgodnie z zasadami wprowadzonymi przez starzejące się małżeństwa, wyrozumiałe, żyjące pod przymusem albo przygaszone. Nie chcę przeżywać fałszywej miłości zbudowanej z pozorów, z zakłamanych dialogów, zakłamanych relacji, z kolacji przy świecach, ale dla pozornie zakochanych, z prawdziwych pozorów i najprawdziwszych układów z życiem. Nie chcę dogorywającej miłości, która robi, co w jej mocy, aby ukryć, że nie może się otrząsnąć i podźwignąć z upadku. Nie chcę żyć z człowiekiem, który to wszystko ignoruje i nie wie już nawet, że kiedyś mógł być zakochany. A jeśli tak ma to wyglądać, to nie chcę wcale żyć!" s.192-193

"Babcia mówiła mi, że małżeństwo jest podobne do sypialni - stoliki nocne przy łóżku, gdzie wszystko się zaczyna i wszystko kończy. Któreś zawsze - powtarzała - gasi nocną lampkę drugiego. [...] nigdy nie zapomnę, że kochać to przede wszystkim dawać" s.198

"Zapomnieć znaczy wybaczyć" s.237


CIEKAWOSTKI:
Shiatsu - starożytna sztuka uzdrawiania dotykiem pochodząca z Japonii, oparta na zasadach medycyny chińskiej zwana też "akupunkturą bez igieł" Celem terapii shiatsu jest harmonizowanie przepływu energii w naszym ciele poprzez dotyk rąk i współodczuwanie.
Metodę Shiatsu stosuje się przy bólach kręgosłupa, migrenach, depresji czy otyłości. Dzięki Shiatsu lepiej poznajemy swoje ciało i poprawiamy kondycję.

Mansarda (facjata) – pomieszczenie mieszkalne znajdujące się w kondygnacji strychowej, wydzielone z niej ścianami, które przenikając przez połać dachu formują nadbudowę nad koronującym gzymsem budynku.
Facjata jest przykryta odrębnym dachem. Jest powszechnie stosowana od czasu średniowiecza, występując w kamienicach mieszczańskich, pałacach, zamkach, dworach i domach małomiasteczkowych. W XIX wieku i na początku XX wieku występowała bardzo często w domach podmiejskich.
Często używa się tego terminu do określenia pomieszczenia mieszczącego się pod dachem mansardowym, m.in. spadzistym, typowym dla okolic górskich itp.

 "Cudze życie" Frederique Deghelt; wydawnictwo: Świat Książki; rok wydania 2010; stron 240; tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska - Maćkowiak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz